Stowarzyszenie "Dla Naszych Dzieci"                       pomóż jak potrafisz...                             

 

Niealimentacja. Co czuje dziecko?

poniedziałek, 10, październik 2016 Drukuj E-mail

- Mamo, proszę, kup mi ten serek, proszę - kwili przy półce z nabiałem dziewczynka na oko 7 letnia. Z pozoru sytuacja nie wzbudziła we mnie jakiegoś większego zainteresowania, no cóż, typowe zakupy z siedmiolatkiem. Jednak stojąc niedaleko usłyszałam dalszą część

tej rozmowy: 

- Mamo, proszę ten różowy z tymi cukierkami na wierzchu - kontynuuje dziewczynka.

- Kochanie mówiłam już, kupujemy tylko mleko - odpowiada beznamiętnie mama.

- Ale czemu nie możesz kupić mi tego serka? - dziecko nie odpuszcza.

- Kochanie już Ci tłumaczyłam, mama nie ma pieniążków na serek - kobieta odpowiada nieco ściszonym głosek rozglądając się, czy nikt nie słucha. - Mam tylko na mleko. Choć kupimy mleko i idziemy do domu – kontynuuje.

- Czemu musimy być takie biedne! - odpowiada rozżalone dziecko.

- Ciii... Nie jesteśmy biedne, mamy przecież siebie - mama przykucnęła przy dziecku i odpowiedziała jej jeszcze ciszej rozglądając się bardziej nerwowo.

- Ciągle tylko nie masz pieniążków i nie masz pieniążków, to pożycz od taty. On mówił, że ma - odpowiada na cały głos rezolutne dziecko.

- Niech Twój tata najpierw zapłaci zaległe alimenty za dwa lata, to wtedy będę mogła Ci kupować nie tylko serki z cukierkami. Cwaniak jeden i co Ci jeszcze naopowiadał, co? - widocznie sfrustrowana mama chwyciła za rękę dziecko i poszła w stronę kasy.

Wielokrotnie w swojej praktyce zawodowej spotykam się z pytaniem, czy i jak niealimentacja wpływa na rozwój dziecka? Jak reagować w takiej sytuacji jak ta powyżej, jak tłumaczyć dziecku, a może nie tłumaczyć? O ile łatwo jest nam oceniać postawy rodziców, tych którzy nie łożą na utrzymanie dziecka, ale i tych, którzy (jak mama powyżej) reagują lepiej lub gorzej na „trudne” pytania latorośli, o tyle niewiele osób jest w stanie konkretnie odpowiedzieć na pytanie jak ta cała sytuacja wpływa na dziecko. 

Inny przykład

Mama pracuje na kilku etatach, aby nie zabrakło na ten ów serek z cukierkami. Tata dziecka ma bardzo swobodny stosunek do sprawy współuczestniczenia w kosztach utrzymania dziecka i nie płaci alimentów od momentu postanowienia sądu, czyli od jakiś 4 lat. Mimo to co jakiś czas stara się kontaktować z dzieckiem i zabiera je do siebie. Niepłacenie alimentów nie jest efektem trudnej sytuacji finansowej taty, tylko wynikiem jego przekonania „Nie będę dawał kasy byłej żonie na jej kosmetyczkę. Skoro miała czelność odejść ode mnie, to niech se teraz radzi sama”

Zapracowana mama nie ma często sił na wizyty z dzieckiem w kinie, czy w sali zabaw, często nie ma siły nawet na to, aby pobawić się z nim w domu. Często jest zmęczona sfrustrowana, i bezsilna. Jednak tata, który nie musi się martwić o to czy dziecko ma buty na zimę, czy książki do szkoły zabierając dziecko na wizyty u siebie pokazuje mu świat, w którym sobie świetnie radzi, pokazuje mu nowe auto za kilkadziesiąt tysięcy złotych, kupuje mu kolejnego ogromnego pluszowego misia, czy domek dla lalek, pokazuje zdjęcia z ostatnich wakacji zagranicznych. Czemu nie zabrał na te wakacje dziecka? Bo nie wydał zgody na wyrobienie dziecku paszportu, argumentując swoją decyzję obawą przed wywiezieniem dziecka za granicę przez matkę. Bał się, że była żona wyjedzie za pracą zabierając dziecko. 

Co widzi i czuje takie dziecko? To zależy w jakim jest wieku i jakie informacje przekazują mu rodzice. Najczęściej jednak dziecko wnioskuje w bardzo prostolinijny sposób: "Mama długo pracuje, nie ma dla mnie czasu, nie chce się ze mną bawić, często jest na mnie zła, często nie zgadza się, aby kupić mi to co chcę. Tata jest fajny, ma fajne auto, jeździ w fajne miejsca, jest dla mnie miły, kupuje mi to co chcę jak się z nim widzę, robi mi fajne prezenty, ma fajny dom i nie wymaga ode mnie, abym chodził/a spać o 20.00. Fajniej jest być z tatą."

W takiej sytuacji często mamy do czynienia z „buntem” dzieci mieszkających z rodzicem na co dzień, który jest zazwyczaj bardziej wymagający, poświęca dziecku mniej uwagi i często musi podejmować decyzje czy kupić dziecku wielkiego pluszowego misia czy węgiel na zimę. Dziecko nie rozumie z czego wynika taka, a nie inna sytuacja. Mama nie chce „wciągać” dziecka w sprawy między nią, a jego tatą, stara się je chronić, ale czy oby na pewno je chroni?

I jeszcze inny obrazek

Nastolatek zwraca się do ojca wychowującego go samodzielnie:

- Nasza klasa jedzie na zieloną szkołę za miesiąc. Cena wycieczki to 890 zł. Muszę do jutra dać informację, czy jadę.

- Hmm...to dużo kasy synu. Może lepiej byłoby gdybyśmy te pieniądze przeznaczyli na wakacje?- próbuje rozwiązać patową sytuację tata.

- To pogadaj z matką, może ona w końcu coś dołoży - kontynuuje nastolatek.

- Nie mów tak o niej, to Twoja mama i należy się jej szacunek - reaguje ojciec.

- Ciągle jej tylko bronisz, a ona zupełnie się o mnie nie martwi, ma mnie w d...e - odpowiada rozżalony syn i kontynuuje:

- Wiem, że nie stać Cię na wszystko, ale ja mam już dość chodzić w starych ciuchach z lumpeksu. Chcę w końcu pojechać ze swoją klasą na wycieczkę! - krzyczy syn. - Przecież to ona nas zostawiła, to ona się na nas wypięła, a teraz nawet nie stać jej żeby wysłać co miesiąc kilka nędznych złotówek? I Ty mi wmawiasz, że ona mnie kocha? Czy ktoś kto kocha swoje dziecko tak się zachowuje? A Ty co? Nic, tylko ją bronisz. Nic nie zrobiłeś przez te lata, żeby ją zmusić, żeby się mną interesowała, żeby płaciła te parszywe alimenty, teraz nie musiałbyś się martwić czy zapłacić mi za wycieczkę, czy zapłacić za czynsz. Jesteś taki sam jak ona, nic dla Ciebie nie znaczę - obrażony syn trzasnął drzwiami od swojego pokoju i włączył głośno muzykę.

Ojciec po awanturze daje dziecku pieniądze na wycieczkę tłumacząc, że są od jego mamy, a sam zapożycza się w firmie pożyczkowej, aby starczyło na czynsz za wynajęte mieszkanie. Czy postąpił słusznie? Czy faktycznie bronienie rodzica niewywiązującego się ze swoich obowiązków jest właściwe z punktu widzenia psychologii?

To trochę jak tekst typu „Oj nie gniewaj się na Zosię, ona nie chciała Cię rąbnąć siekierą prosto w goleń. To w sumie dobra dziewczynka, tylko czasami jest jej trudno nad sobą zapanować”. Zastanówmy się kogo tak naprawdę mamy chronić?

Nie bez powodu niealimentacja nazwana jest przemocą ekonomiczną. Jak w każdej przemocy mamy do czynienia ze sprawcą i osobą doświadczającą przemocy. W tej sytuacji sprawcą jest rodzic zobowiązany do płacenia alimentów, a który się z tego obowiązku nie wywiązuje, a osobą doświadczającą przemocy jest rodzic, który te alimenty ma otrzymywać i samo dziecko. Zastanówmy się wobec tego nad tym, jak byśmy postąpili gdyby zupełnie obcy człowiek na ulicy ukradłby naszemu dziecku portfel wypełniony kilkudziesięcioma tysiącami złotych (tyle wynosi średni dług alimentacyjny)? Czy próbowalibyśmy chronić sprawcę? Czy tłumaczylibyśmy dziecku, że ten człowiek tak naprawdę nie chciał? Że w sumie to sobie jakoś bez tych pieniędzy poradzimy?

No tak, ale ktoś może stwierdzić, że z takim obcym człowiekiem na ulicy dziecka nie łączą więzi krwi, nie łączą ich relacje emocjonalne. No właśnie, relacje.

Wielu rodziców samodzielnie wychowujących dzieci, którym zależy, aby ich dziecko miało również kontakt z drugim rodzicem ma ogromny dylemat, jak to zrobić, aby sprawy niezapłaconych alimentów nie wpływały na ten kontakt z rodzicem. Szczerze? Nie wiem czy jest to możliwe. To tak jak z rozwodem. Możemy się starać, aby nasze rozstanie było jak najbardziej kulturalne i nie towarzyszyły mu negatywne emocje, ale sam rozwód wiąże się przecież z wieloma zmianami i dla rodziców i przede wszystkim dziecka. Podobnie jest z w sytuacji niealimentacji. Nawet jeśli rodzice starają się nie mieszać tych dwóch kwestii (alimentów i kontaktów), to przecież niepłacenie alimentów wpływa na codzienne życie dziecka pośrednio i bezpośrednio. Wpływa też na jakość kontaktu. Jeśli rodzic nie płaci alimentów, a drugi wszelkimi możliwymi sposobami stara się je odzyskać (komornik, prokuratura, itp.) to relacje między obojgiem rodziców są co najmniej niepoprawne i nafaszerowane nieprzyjemnymi emocjami (złość, rozczarowanie, brak zaufania, poczucie krzywdy ze strony rodzica nie otrzymującego alimentów i złość, często poczucie krzywdy i wykorzystywania, nadkontrola i niekiedy wstyd ze strony rodzica niepłacącego). Rodzic niepłacący to też bardzo często rodzic nie wywiązujący się z kontaktu z dzieckiem, choć oczywiście nie jest to regułą. Jednakże słuchając wypowiedzi wielu rodziców którzy walczą o alimenty dla swoich dzieci, odnosi się wrażenie, że Ci tatusiowie i mamusie, którzy nie płacą, mają również problem z dotrzymywaniem innych zobowiązań wobec dziecka. Częstym przypadkiem jest fakt, że chcą kontaktować się z dzieckiem jedynie wtedy kiedy im to odpowiada. Nie stosują się do uregulowań sądowych, tłumacząc to, albo brakiem czasu, albo analogicznie brakiem pieniędzy, albo „ważniejszymi” sprawami. Część rodziców nieregulujących zobowiązania wobec swoich dzieci nie widuje się z nimi wcale, aby unikać kontaktu z rodzicem, który te alimenty otrzymywać powinien, lub też nie odczuwa takiej potrzeby kierując się mottem „Była żona to byłe dzieci”. 

Co czuje dziecko w takiej sytuacji? Posłużę się tu kilkoma wypowiedziami dzieci z własnej praktyki terapeutycznej, gdyż to one najwierniej odzwierciedlają swoje uczucia i myśli.

Ania lat 3

Mama zgłosiła się z dzieckiem ze względu na trudne zachowania dziecka. Panie z przedszkola zwróciły mamie uwagę, że dziecko stało się bardzo agresywne (kopie, gryzie, popycha inne dzieci, wyrywa im zabawki), nie reaguje na to co Panie do niej mówią, szybko się dekoncentruje, jest płaczliwa, labilna emocjonalnie. No cóż, ktoś mógłby stwierdzić taki etap rozwojowy, dzieci w tym wieku czasami tak mają, ale mamę zaniepokoił jeszcze jeden fakt. Ania zaczęła często mówić, że nikt jej nie kocha. Częściej niż zwykle reaguje lękiem na sytuacje które już dobrze zna, nie odstępuje mamy na krok, choć już dawno przeszła okres lęku separacyjnego i świetnie sobie radziła z rozstaniem z mamą. Pytam więc co się zmieniło w ostatnim czasie, może coś ważnego, co mogłoby mieć wpływ na dziecko. Mama tłumaczy, że w sumie to nic szczególnego, no chyba że to, że rozstała się z tatą Ani, ale to było jakiś rok temu. Ania zniosła to całkiem dobrze, ale ostatnio po jednej z wizyt u taty nie chce do niego jeździć. Zapytałam o relacje między rodzicami. Dowiedziałam się, że są trudne. Tata nie płaci alimentów i na tym tle są ciągłe awantury. Kiedy mama korzystając z okazji, że tata przyjeżdża po córkę pyta go o alimenty, ten wybucha i robi się awantura na całego. Ania często jest świadkiem takich kłótni. Tata ostatnio powiedział Ani, że to wszystko przez mamusię i że nie będzie już po nią przyjeżdżał, bo mamusia mu nie pozwala. Dziewczynka opowiadając „swoją” wersje mówi:

„Ostatnio jak byłam u taty, to stłukłam szklankę. Tata się zezłościł i na mnie nakrzyczał. Potem pokłócił się z mamusią i mi powiedział, że już nie będzie po mnie przyjeżdżał. On już mnie nie kocha, bo byłam niegrzeczna. Nie chcę do niego jeździć, bo wtedy zawsze kłóci się z mamusią”

Michał 10 lat

Mama zgłosiła się z synem, gdyż robi jej awantury w sklepie i nie potrafi sobie z tym poradzić. Ponadto z opinii wychowawcy można było wyczytać, że Michał przywiązuje bardzo dużą rolę do rzeczy materialnych, chce być liderem w klasie. Zdarza się, że głośno krytykuje, a nawet szykanuje uczniów, którzy nie mają markowych butów, lub innych rzeczy. Z wywiadu z mamą dowiedziałam się, że po rozstaniu z tatą Michała starała się zastąpić mu i matkę i ojca. Początkowo każdy deficyt emocjonalny dziecka wypełniała rzeczami (nowa zabawka, nowy rower, nowe buty ze Spidermanem), jednak jej sytuacja finansowa zaczęła się pogarszać, gdyż tata przestał płacić alimenty. Kiedy mama zaczęła odmawiać zakupu droższych ubrań czy butów, Michał zaczął być agresywny. Wyzywał mamę od biedaków, siadał na środku sklepu i groził, że nie wyjdzie dopóki mama nie spełni jego zachcianki. Mama była wobec takich zachowań bezsilna. Kiedy zaczęła tłumaczyć synowi z czego wynika taka sytuacja, to zaczął on mieć do niej pretensje, że nie potrafi odpowiednio gospodarować pieniędzmi. Chłopiec stał się chłodny emocjonalnie, nie okazywał uczuć wyższych. Empatia, współczucie były dla niego obce a liczył się jedynie fakt posiadania coraz to lepszych zabawek i ubrań. Po rozmowie z Michałem usłyszałam to:

„Pani nic nie rozumie, tak jak moja matka. U mnie w klasie jest kilku takich co nie mają ojca lub matki, wie Pani co dzieciaki o nich mówią? Że to biedota, że plebs, że nadają się tylko świnie paść na łące, że ich matki to niedorajdy życiowe, bo nie potrafią dać dziecku na nowe buty. Jak się moi starzy rozwodzili to nie chciałem być taki jak tamci. Matka początkowo dawała mi co chciałem, bo wtedy jeszcze ojciec płacił jej kasę, ale teraz już nie płaci, bo ta głupia baba nie potrafi się tą kasą rządzić, ciągle jej nie starcza. Jak ojciec z nami żył, to było inaczej, mieliśmy wszystko, nowy samochód, mieszkaliśmy w super chacie, koledzy mi zazdrościli. A po rozwodzie musieli wszystko sprzedać. Matka kupiła jakieś zapyziałe małe mieszkanie i jakiegoś grata, którym mnie wozi do szkoły. Myśli Pani, że nie jest mi wstyd? Chłopaki się ze mnie śmieją, że cały tydzień chodzę w jednej bluzie, bo mojej matki nie stać na drugą, a byle chłamu nie założę.”

Hmm... trudno nie odnieść wrażenia, że problem u tego chłopca pojawił się jeszcze przed rozstaniem jego rodziców, ale trudności finansowe często dają taki efekt u dzieci w wieku szkolnym, choć to bardzo często zależy również od wartości jakie rodzina wpaja dziecku od urodzenia. Dzieci wstydzą się, że nie mogą mieć tego co ich rówieśnicy, uważają że w związku z tym są gorsi. Poza tym dzieci bywają też okrutne. Jeśli nie zadbamy we właściwy sposób o samoocenę dziecka, to w takich sytuacjach może być mu wyjątkowo trudno.

Czy to wstyd, że musimy uważać na to, na co wydajemy pieniądze? Czy to wstyd oszczędzać? Czy to wstyd uświadamiać dzieci, że miłość to też odpowiedzialność? I w końcu czy to wstyd walczyć o to co się należy dziecku, nawet jeśli trzeba przyznać się do tego, że czasami jesteśmy bezsilne?

Wstyd jest nie płacić alimentów, wstydem jest być rodzicem, który wybiórczo realizuje potrzeby dziecka, wstydem jest patrzeć mu w oczy i udawać, że jest się bezkarnym cwaniakiem. Wstydem będzie za kilka lat zmierzyć się z dorosłym dzieckiem.

Drodzy rodzice nie ma jednego uniwersalnego sposobu na to, aby właściwie wychowywać dziecko, nie będzie też jednego właściwego sposobu na to, aby mądrze wspierać dziecko w sytuacji nie płacenia alimentów. Wszystko jest zależne od sytuacji, jednak jedno czego należy być pewnym, to szczerość i uczciwość wobec swoich dzieci. Już jedno z jego rodziców je oszukało, okradło i żeruje na jego bezbronności nie płacąc na jego utrzymanie. Nie róbcie tego samego chroniąc je nadmiernie lub konfrontują niewłaściwie z tym okrutnym światem. Bądźcie mądrzy i rozsądni, starajcie się być bezstronni, dbajcie o to, żeby dziecko nie było świadkiem awantur o pieniądze, dbajcie o to, żeby brak alimentów nie musiało wpływać na kontakty z tatą, nie traktujcie niealimentacji jako karty przetargowej w kontaktach. Pozwólcie swojemu dziecku czasami doświadczyć tego, że nie na wszystko Was stać i zastanówcie się, czy oby na pewno jest to wynik braku alimentów, czy Waszej niezaradności życiowej. Uczcie dzieci oszczędzać i uważać na wydatki, nawet wtedy kiedy alimenty otrzymujecie, to dobry nawyk. Starajcie się nie skupiać tyle na pieniądzach, chociaż kiedy ich brak nie jest to wcale takie proste. Uczcie dzieci też innych wartości. I pomyślcie, czy dziecko któremu pozwolimy doświadczać relacji z rodzicem niepłacącym samo po pewnym czasie w odpowiednim wieku nie wyciągnie właściwych wniosków? Kochajcie swoje dzieci mądrze, a kiedy dorosną z całą pewnością dzisiejszy brak alimentów nie będzie miał dla nich większego znaczenia, bo to co zapamiętają ze swojego dzieciństwa, to ciepłego i kochającego rodzica. Nikt z nas przecież nie pamięta jakie buty nosił jak miał 5 lat, lub co jadł na obiad w wieku 10 lat ale pamiętamy, czy nasi rodzice bawili się z nami i czy byli obecni w ważnych dla nas chwilach. Pamiętamy czy byli wiecznie smutni, czy radośni i pełni optymizmu pomimo "trudnych" czasów. Nasza postawa drodzy rodzice to późniejsza postawa naszych dzieci. Starajmy się cieszyć z małych rzeczy, doceniajmy to co mamy, ale też nie odpuszczajmy i bądźmy asertywni, bo nasze dzieci nas naśladują. Chcemy przecież wychować je na szczęśliwych ludzi, nie noszących w sercu urazy, żalu i złości, prawda?

Tak jak wszędzie ważny jest zdrowy rozsądek i uczciwość wobec dziecka. Powodzenia.

mgr Justyna Żukowska-Gołebiewska psycholog dziecięcy, członkini Stowarzyszenia "Dla Naszych Dzieci"

Współpraca