Stowarzyszenie "Dla Naszych Dzieci"                       pomóż jak potrafisz...                             

 

Krótkie rozmowy o byciu Ojcem po rozwodzie

niedziela, 28, styczeń 2018 Drukuj

"Nie ma dla mnie wystarczająco dobrego argumentu, aby nie łożyć na utrzymanie swojego własnego dziecka. Choć byś nie wiem jak nienawidził jego matki, choćbyś nawet miał do końca życia nie zobaczyć swojego dziecka, choćbyś miał odjąć sobie, a dać dziecku to Twoim OBOWIĄZKIEM jest w pierwszej kolejności zadbać o dziecko! Dzieci nie żyją samym powietrzem. Twoja miłość nie sprawi, że będą miały pełne brzuchy."

 

Przyglądając się ostatnio debatom w kontekście niealimentacji i nowym zmianom prawnym trudno nie odnieść wrażenia, że w całej tej sprawie nie słychać w ogóle głosów ojców. A czy to nie oni są głównymi bohaterami na tej scenie? Wiele pojawia się ostatnio artykułów piętnujących ojców za niepłacenie alimentów, które mówią wprost, że niealimentacja jest formą przemocy. I o ile trudno jest się kłócić z faktem, że nie uczestniczenie w opiece nad swoim własnym dzieckiem w postaci łożenia na jego utrzymanie jest zaniedbaniem wobec dziecka, o tyle nie do końca rozumiem, dlaczego w tak szerokim problemie społecznym nikt nie pyta głównych zainteresowanych, ojców, co mają w tej sprawie do powiedzenia.

Przygotowując się do tego artykułu poprosiłam o wywiad kilku tatusiów. Przyznam szczerze, że nie było to łatwe zadanie. Nie każdy ojciec, który nie płaci alimentów chce mówić o tym głośno. Ciekawe, że nie brakuje im odwagi na co dzień kiedy decydują się tych alimentów nie płacić. I tak poszukując tatusiów natknęłam się na mężczyzn, którzy mają pewne zdanie na temat rodzicielstwa i ojcostwa w Polsce w ogóle. Rozmowa z nimi pozwoliła mi spojrzeć na rolę ojca bardziej globalnie i nie ograniczać się jedynie do niealimentacji. To co usłyszałam jest esencją tego wszystkiego o czym nikt chyba nie mówi, a mówić należałoby głośno.

Na udzielenie wywiadu zgodziło się trzech ojców, którzy rozwiedli się/rozstali z mamami swoich dzieci.

Tomasz z Elbląga, lat 45, wykształcenie zawodowe, kierowca. Ma 3 dzieci z 3 różnych związków. Płaci sporadycznie alimenty na drugie dziecko z drugiego małżeństwa. Aktualnie z konkubiną wychowuje swoje trzecie dziecko.

Justyna Żukowska-Gołebiewska: Tomku, kim według Ciebie jest ojciec?

Tomek: Hmm...to mężczyzna, który spłodził dziecko i je wychowuje.

J: Ty wychowujesz swoje dzieci?

T: Nie wszystkie. To znaczy z najstarszym synem mam kontakt, ale on jest już dorosły i ma swoje życie. Moja jedna córka mieszka ze swoją matką daleko, jakieś 200 km ode mnie. Mam z nią rzadki kontakt, bo nie będę przecież jeździł jak kot z pęcherzem, skoro to ona się tam wyprowadziła. Moja najmłodsza córka mieszka ze mną.

J: Dlaczego Twoja była żona wyprowadziła się z Twoją córką tak daleko?

T: Ona twierdzi, że tam ma lepsze warunki, pracę itp. ale ja myślę, że ona po prostu chciała ode mnie uciec i zrobić mi na złość

J: Na złość? Z jakiego powodu?

T: Bo to złośliwa kobieta jest (uśmiech). Na złość dla mnie, rozwiodła się ze mną, bo jej tak źle było. To jej powiedziałem, żeby od tego momentu radziła sobie sama. Jak przestałem jej dawać kasę, to dopiero zobaczyła jak wygląda prawdziwe życie (śmiech). No i ile wytrzymała? Pół roku i wyjechała w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy, a mi zabrała dziecko, żebym nie mógł się z nim widywać.

J: Tomku, a jak jest teraz? Płacisz alimenty?

T: Nie. To znaczy czasami coś wpłacam, jak mnie komornik odwiedzi lub policja, bo ta k...a co rusz na mnie kogoś nasyła, pazerna baba. To jej coś tam wpłacę od czasu do czasu, żeby dali mi spokój.

J: Czy pomagasz może w jakiś inny sposób w wychowaniu swojej córki?

T: A niby jak? Przecież ona mieszka daleko. Jak pojadę do niej raz na miesiąc lub dwa to zabieram małą do kina, na kulki, coś zjeść. Miło spędzamy wtedy dzień. Córka czasami do mnie dzwoni, dałem jej telefon i płacę za niego rachunek, czasami kupię jej jakieś buty, czy ubranie. To mało?

J: Nie wiem, a jak Ty myślisz to mało czy dużo?

T: Ja uważam, że na to jak moja była żona mnie traktuje to i tak ma ze mną dobrze. Inny to nawet nie chciałby jej znać.

J: A jak to się ma do Twojej relacji z dzieckiem i dbania o nie?

T: Bo jakby ona (moja była żona) była normalna i robiła tak ja jej mówiłem, to by dziś było inaczej, a że ona zawsze mądrzejsza, to jest jak jest. Dziecko nie ma ojca na co dzień, ale to nie ważne, ważne, że mamusia szczęśliwa.

J: Tomku, czy podczas rozwodu wnosiłeś o wspólną opiekę nad dzieckiem? Mieszkaliście wtedy jeszcze w tej samej miejscowości, prawda?

T: Tak, w tej samej. Że niby jaką opiekę?

J: Taką, w której dziecko przebywa tyle samo u ojca co u matki, że wspólnie dzielą się obowiązkami związanymi z wychowaniem dziecka, wspólnie podejmują decyzje związane z wychowaniem itp.

T: Aaaa...tak to nie. Ja mam taką pracę, w której nigdy nie wiem, kiedy do domu zawinę, od zawsze tak było. Ja jeździłem, a ona zajmowała się dzieckiem.

Kolejnym moim rozmówcą jest Marcin z Łodzi. Ma 36 lat, wykształcenie wyższe, pracuje w kadrze zarządzającej. Ma syna 8 lat. Nie płaci alimentów, gdyż sąd orzekając opiekę naprzemienną i zobowiązał rodziców do ponoszenia kosztów tej opieki po równo. Alimenty nie były zasądzane.

J: Marcinie, kim według Ciebie jest ojciec?

Marcin: Ojciec to najtrudniejsza a zarazem najpiękniejsza rola jaką mamy w życiu. Ojciec to nie tylko dawca życia, to wsparcie, pomoc, nauczyciel (czasem srogi). Ktoś, kto uczy dziecko czym jest świat, kto wspiera jego mamę od początku przez wszystkie lata. To ojciec uczy jeździć dziecko na rowerze, to ojciec uczy kim jest mężczyzna, to ojciec chroni swoja córkę i pomaga zrozumieć kobiety synowi.

J: Czy łatwo być tatą po rozstaniu z matką dziecka?

M: Wszystko zależy w jakiej atmosferze rozstaja się rodzice i jaki rodzaj opieki jest zastosowany. Jeżeli jeden rodzic ma dziecko tylko w co drugi weekend (a tak bardzo często dostają ojcowie) to jest mu zwyczajnie trudno skupiać się na wychowaniu dziecka. Ma zwyczajnie za mało czasu, żeby móc przekazać to wszystko co by chciał. Bardzo często Ojcowie popełniają taki błąd, że przez te dwa weekendy chcą tylko zapewniać rozrywkę dziecku. To nie wpływa dobrze na jego rozwój, na kształtowanie go, jako odpowiedzialnego rozumnego człowiek i dodatkowo utrudnia mamie zapanowanie nad nim, bo psuje cały proces wychowawczy. Po rozstaniu trudno jest zachować odpowiedni dystans i nie obarczać odpowiedzialnością dziecka za rozpad związku. Uważam, że rodzice (szczególnie Ojcowie), którzy chcą uczestniczyć w wychowywaniu dzieci maja bardzo trudne zadanie.

J: Jak myślisz, dlaczego tak wielu ojców w Polsce nie płaci alimentów?

M: Nie wiem jakie są tego powody? Zapewne jest ich tak wiele, jak wielu jest niepłacących alimentów ojców. Chęć pozbycia się problemu, ucieczka od odpowiedzialności, trudna sytuacja finansowa, chęć zrobienia na złość matce dziecka np za utrudnianie kontaktu, brak poczucia więzi z dzieckiem, to że maja drugi związek i np. nowa partnerka zabrania, czy utrudnia płacenie alimentów. Najczęściej jednak w mojej ocenie ojcowie nie płacący alimentów zwyczajnie nie dorośli do roli ojca i pozbywają się problemu jakim jest rodzicielstwo i odpowiedzialność za dziecko.

J: Z moich badań wynika, że spora grupa ojców, którzy nie płacą alimentów to też ojcowie, którzy unikają kontaktu ze swoimi dziećmi, a nawet dość często je porzucają. Twoim zdaniem co jest powodem takich zachowań u mężczyzn?

M: Tak jak mówiłem wcześniej to niedojrzałość do bycia ojcem. Ojcostwo to nie tylko zabawy z dziećmi, wypady do kina, czy na basen. To choroby, nieprzespane noce, ciągłe zmęczenie, radykalna zmiana dotychczasowego stylu życia, konieczność rezygnacji z wielu rzeczy czy ich znaczne ograniczenie. To odpowiedzialność za drugiego człowieka. Dla wielu jest to za dużo stad ucieczka.

J: Co byś doradził ojcu, który właśnie rozstaje się z matką swojego dziecka? Co jest wg Ciebie ważne w tym całym ambarasie okołorozwodowym/rozstaniowym?

M: Rozmawiać i ustalać zasady opieki, czy też modelu wychowawczego. Jest to bardzo ważne, bo pozwala zachować poczucie stabilizacji u dziecka, które nawet po rozwodzie rodziców jest przez nich tak samo kochane. Na pewno nie wolno pod żadnym pozorem obarczać i karać dziecka za rozpad związku. Ono nie jest niczemu winne. A nawet małe dzieci to czuja i biorą to bardzo do siebie. Mój syn po moim rozwodzie przez bardzo długi okres starał się żebyśmy do siebie wrócili z jego mamą. Pytał czemu nie mieszkamy razem, czemu już jej nie kocham, kiedy znów będziemy razem itd. i to po mimo tego że miał wtedy tylko kilka lat.

J: Co byś powiedział ojcu, który nie płaci alimentów?

M: Że jest zwykłym frajerem! Że krzywdzi dziecko i zapewne bardzo często utrudnia jego wychowanie. Tacy ojcowie zapominają, że jak nie płacą alimentów to matka dziecka musi czasami pracować na dwa etaty, żeby móc utrzymać siebie i dziecko. To powoduje zmęczenie i zdenerwowanie, co bezpośrednio odbija się na dziecku. Nie da się przy dziecku wyłączyć negatywnych emocji. A tak jak mówiłem dzieci to czują. Nastolatkowie mogą to odbierać już bardziej dosłownie, np. jako próbę niszczenia ich życia.

J: Słyszy się, że część ojców walczy o opiekę naprzemienną, ale im to nie wychodzi. Jak Tobie udało się ustalić taką formę opieki nad dziećmi?

M: Opiekę naprzemienną ustaliliśmy wspólnie z mamą mojego syna jeszcze przed rozwodem. Taka forma opieki była wpisana do pozwu rozwodowego i sąd ją tylko uprawomocnił. Częściowo był to mój argument za tym, że nie będę chciał rozwodu z orzekaniem o winie, ale pomijając to, mama mojego syna od początku się na to godziła bo wiedziała, jak silne relacje mam z dzieckiem i nie chciała go pozbawiać ojca. Jak mówiłem - takie rzeczy powinni ustalać rodzice jeszcze przed rozwodem. Często matki zostawiane przez partnerów chcą się bezpodstawnym ograniczeniem opieki nad dziećmi zemścić na ojcach.

I ostatni mój rozmówca - Przemysław z Łodzi, 32 lata, lakiernik samochodowy. Jest po rozwodzie. Ma córkę 12 lat. Kontakty nie zostały ustalone sądownie. Porozumiał się z byłą żoną, że spotyka się z córką wtedy, kiedy oboje tego potrzebują. Płaci alimenty regularnie, często bierze nadgodziny, żeby stać go było na dodatkowe wydatki oprócz alimentów, kiedy jest z córką. Wie, że nie musi tego robić, ale twierdzi, że chce.

J: Przemku, kim według Ciebie jest ojciec?

P: Ktoś, w kim dziecko ma oparcie i wie, że zawsze może na niego liczyć, jest przyjacielem. Musi sprawić, że dziecko czuje się bezpiecznie. To chyba oczywiste.

J: Czy łatwo być tatą po rozstaniu rodziców?

P: Nie jest łatwo. W naszym przypadku o wszystkim decyduje była żona, choć oboje mamy pełną władzę rodzicielska.

J: Jak myślisz, dlaczego tak wielu ojców w Polsce nie płaci alimentów?

P: Bo to cwaniacy, dla których dziecko się nie liczy i nie poczuwają się do żadnego obowiązku.

J: Z moich badań wynika, że spora grupa ojców, którzy nie płacą alimentów to też ojcowie, którzy unikają kontaktu ze swoimi dziećmi, a nawet dość często je porzucają. Twoim zdaniem co jest powodem takich zachowań u mężczyzn?

P: Bo mają dzieci w d...e

J: Co byś doradził ojcu, który właśnie rozstaje się z matką swojego dziecka? Co jest wg Ciebie ważne w tym całym ambarasie okołorozwodowym/rozstaniowym?

P: Że najważniejsze jest dziecko. Należy zachować dobre relacje z matką dziecka ze względu na dziecko i starać się zachować jak najlepsze relacje z dzieckiem, żeby czuło, że w dalszym ciągu ma oboje rodziców.

J: Co byś powiedział ojcu, który nie płaci alimentów?

P: Że jest cwelem, któremu w ogóle nie zależy na dziecku i nie poczuwa się do bycia ojcem. Nie ma dla mnie wystarczająco dobrego argumentu, aby nie łożyć na utrzymanie swojego własnego dziecka. Choć byś nie wiem jak nienawidził jego matki, choćbyś nawet miał do końca życia nie zobaczyć swojego dziecka, choćbyś miał odjąć sobie, a dać dziecku, to Twoim OBOWIĄZKIEM jest w pierwszej kolejności zadbać o dziecko! Dzieci nie żyją samym powietrzem. Twoja miłość nie sprawi, że będą miały pełne brzuchy. Śmieszą mnie niektórzy ojcowie, którzy tak krzyczą, że zależy im na kontaktach z dziećmi, że te matki takie niedobre bo im zabraniają się z tymi dziećmi widywać. Moja sytuacja pokazuje, że pomimo trudności wychowuję swoje dziecko, widuję się z nim, choć moja relacja z byłą żoną, nie jest najlepsza. Można to zrobić. Wystarczy schować swoje EGO do kieszeni. Biorę nadgodziny w pracy, żeby dać swojemu dziecku coś więcej niż tylko alimenty. Ten kto tego nie rozumie, nie powinien nazywać się ojcem.

Jak mówią statystyki ponad 96% niepłacących alimentów w Polsce rodziców to ojcowie. Zacznijmy promować właściwy model rodzicielstwa, właściwą i adaptacyjną postawę ojca. Skończmy ze stereotypami „prawdziwego mężczyzny”, co to służy jedynie do tego, żeby pójść do pracy i przynieść pieniądze do domu. Prawdziwy mężczyzna wie jak przewinąć dziecko, nie brzydzi się zapachu kupy, potrafi ugotować obiad i zrobić pranie. Prawdziwy mężczyzna, kiedy zostaje ojcem, to wie, że teraz to potrzeby dziecka są priorytetem. Prawdziwy mężczyzna rozmawia, wspólnie decyduje o istotnych sprawach rodziny, nie jest panem i władcą a partnerem. Prawdziwy mężczyzna jest aktywny w wychowywaniu swojego dziecka, a nie zrzuca wszystkie obowiązki i decyzje na jego matkę. Prawdziwy mężczyzna szanuje kobiety, uznaje ich prawa i stawia na równi ze sobą. Prawdziwy mężczyzna nie obciąża matki swojego dziecka wszystkimi obowiązkami z nim związanymi tylko dlatego, że rano wychodzi do pracy. Prawdziwy mężczyzna nie porzuca swojego dziecka. Nawet jeśli rozstaje się z jego mamą nie zostawia go na pastwę losu tylko dlatego, że jego emocje biorą górę nad rozsądkiem. Prawdziwy mężczyzna kocha, dba i opiekuje się swoim dzieckiem zawsze wtedy, kiedy dziecko tego potrzebuje, a nie kiedy znajdzie na to czas i ochotę. I wreszcie prawdziwy mężczyzna to nie ten, który swoich praw domaga się pięścią, krzykiem czy obelgami, a rozmową, zrównoważeniem i argumentami. Kształtujmy zdrowe podejście do ojcostwa w naszym społeczeństwie, bo to ono jest podwaliną późniejszej odpowiedzialności tych rodziców wobec swoich dzieci.

Dziękuję Panom za rozmowę i życzę wszystkim ojcom rozsądku, empatii, poczucia odpowiedzialności i zdrowej miłości do swoich dzieci, skoncentrowanej na szeroko pojętym dobru dziecka, a nie jedynie na potrzebach ojca.

Rozmawiała, wysłuchała i spisała mgr Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholog i członkini Stowarzyszenia "Dla Naszych Dzieci"

Współpraca